Suwalskie wioski bajek

DSC06491

Większość z nas czasy dzieciństwa ma dawno za sobą, nie przeszkadza to jednak, by raz na jakiś czas wrócić do nich i znów poczuć się jak małe dziecko. W zasadzie chodzi mi o powrót do dziecięcej ciekawości świata, odkrywania nowości i zamiłowania do tajemnic. Moim zdaniem cechy te powinniśmy pielęgnować w sobie przez całe życie. W związku z tym chciałabym was znowu zaprosić do polskiej krainy bajek i baśni, czyli na Suwalszczyznę, a w zasadzie do Suwalskich Wiosek Bajek.

DSC06510

Jest ich 7 i porozrzucane są po całej Suwalszczyźnie. Ogromnym plusem takiej sytuacji jest przede wszystkim to, że odwiedzając wszystkie wioski jednocześnie odwiedzamy całą Suwalszczyznę. Możemy zatem skosztować jej przepięknych krajobrazów, smakołyków i poznać jej historię. By odwiedzić wszystkie wioski potrzebne są 3 dni – w przypadku gdy goni nas czas, a my chcemy zobaczyć wszystkie. Przy większej czasowej swobodzie można zwiedzać jedną przez 1 dzień, wtedy wychodzi tydzień. Jednak najbardziej „ekonomiczną” opcją jest podzielenie ich na trzy grupy: grupa I: Rutka Tartak (najbardziej wysunięta na północ); grupa II: Suwałki, Bakałarzewo (najbardziej wysunięta na wschód), Nowa Wieś, Puńsk i Sejny; grupa III to Kopiec – z nią miałam największy problem, gdyż jest wysunięta najbardziej na południe, w zasadzie na obrzeżach Suwalszczyzny, tuż na skraju Puszczy Augustowskiej, niedaleko Augustowa.

DSC06482

Wszystkie wioski zbudowane są na tej samej zasadzie – mają opowiadać historię miejsca lub najbliższej okolicy, w której się znajdują, jednocześnie edukują i bawią. Przewodnikami po wszystkich są postacie z książki Marii Konopnickiej „O krasnoludkach i Sierotce Marysi”. Znajomość baśni mile widziana, aczkolwiek niewymagana.  Krasnoludki są wszędzie – na mapie z zaznaczonymi wszystkimi wioskami, którą otrzymujemy na początek, na kartonowych, składanych teczuszkach, które otrzymujemy w każdej wiosce: jest na nich mapa, z zaznaczonymi wioskami, na której po wykonaniu zadań dostajemy stempelek w kolorze wioski, w której jesteśmy. Ponadto każdy wędrowiec otrzymuje kartę zadań, a po ich wykonaniu również dyplom i dodatkowe gadżety, jak np. zakładki z postaciami. Ponadto możemy sobie dokupić przypinkę z krasnalem i nazwą wioski – każda wioska ma swoją.  Większość wiosek jest niewielkich rozmiarów, ale nie oznacza to, że wyprawa do nich będzie krótka. Wszystko zależy od sprawności, spostrzegawczości, czujności, wiedzy delikwenta, a także samozaparcia i samodyscypliny w wykonywaniu wszystkich zadań. Poziom zaawansowania wiosek i zadań jest zróżnicowany, ich tematyka w zasadzie też, ale wszystkie oczywiście nawiązują do baśni. Na przykład w Suwałkach zapoznamy się najdogłębniej z postacią i twórczością Konopnickiej, w Puńsku nauczymy się trochę o językach, w Sejnach wyruszymy tropem wielokulturowości i wielojęzyczności małych uliczek pełnych kramów i kramików, natomiast w Kopcu, podążając śladem Malinowych Dziewczynek i Jagodowych Chłopców, odkryjemy sekrety przyrody.

DSC06559

Kilka informacji praktycznych: przed wyruszeniem na szlak, sprawdźcie – najlepiej w Internecie lub zadzwońcie – jak są czynne wioski. Zazwyczaj opiekuje się nimi instytucja w stylu publicznej biblioteki, domu kultury lub gospodarstwa agroturystycznego. Ja tego nie sprawdziłam dokładnie i później biegałam z rozwianym włosem po Rutce –Tartaku w celu znalezienia osoby, która zajmuje się wioską. Na swoje usprawiedliwienie mam to, że wg rozpiski powinna być otwarta. Nie przewidziałam jednak faktu, iż sierpień jest miesiącem imprez i że akurat na gminnym boisku zaraz zacznie się koncert jakiegoś zespołu disco polo… Drugą sytuację miałam w Sejnach, gdzie opóźniłam Pani wizytę u fryzjera przed ważną imprezą… Ostatecznie wszystko skończyło się polubownie – wioski odwiedzone, zadania wykonane, dyplomy sąJ! Na pewno jeszcze nieraz wrócę na Suwalszczyznę, czy do wiosek bajek? Na pewno nie wszystkich, ale do Sejn i Puńska na pewno.

Suwalszczyznę można zwiedzać na wiele sposobów. Jednym z nich mogą być też wioski bajek.

DSC09466

Podobał Ci się wpis? Masz uwagi? Spostrzeżenia? Zapytania? Jeśli tak, to proszę pozostaw komentarz pod wpisem: to bardzo mobilizuje do ciągłej pracy nad blogiem! Z góry dziękuję! By pozostać na bieżąco z lemurowymi przygodami, śledź lemurowego fanpage’a oraz instagrama (nick: lemurpodroznik)!
Reklamy

Na końcu są Suwałki

Tam, gdzie kruki zawracają

Wschód naszego pięknego kraju, tzw. Polska B, czyli zaniedbany, tajemniczy i niedostępny Wschód (kojarzony głównie z Podlasiem) nie cieszy się zbyt dużą sympatią. Myśląc o Suwałkach mamy z tyłu głowy:

  • że daleko,
  • że zimno,
  • że nudno,
  • że nic tam nie ma.

A to nieprawda! Kruki i wrony nie zawracają na granicy! Do tego jest tu malowniczo, tajemniczo, bajkowo i przede wszystkim smacznie! W tym poście Lemur chciałby Was zabrać do stolicy dawnego województwa suwalskiego, czyli do Suwałk! Na pewno istnieje mnóstwo innych powodów, dla których warto odwiedzić Suwałki. Jednakże Lemur zaprasza was do Suwałk z dwóch powodów: Konopnickiej i skrzydełek miodowo-musztardowych.

DSC06526

Centrum wszechświata

W Suwałkach byłam już kilkukrotnie. Po raz pierwszy widziałam je w moich wczesnych latach studenckich z okien autokaru jadącego do Sejn. Po raz kolejny trafiłam do nich kilka lat temu podczas wakacji z Lemurem, zwiedzając północne Podlasie. Ostatnim razem w Suwałkach byłam w sierpniu. Jechałam samochodem, chyba prosto z Gdańska i żeby nie czuć zmęczenia i znużenia podróżą myślałam o skrzydełkach.

IMG_1780

Niegdysiejsze miasto wojewódzkie, dzisiaj również, może nie powala swoim majestatem w skali całego kraju, ale w skali północno – podlaskiej robi już wrażenie. Szczególnie, jeśli jedzie się do niego samochodem, przez pola i wsie. Gdy wjeżdża się do Suwałk i pojawia się cywilizacja – światła uliczne, ronda, szerokie ulice i chodniki, a nawet bloki! Jeden z głównych placów miejskich skąpany jest w zieleni otoczonej bardzo ładnymi, odremontowanymi kamienicami w stylu eklektycznym i klasycystycznym. Sprawia wrażenie dostojnego, a jednocześnie spokojnego i łagodnego. Okoliczne drogi są utrzymane w stanie nadspodziewanie dobrym, żeby nie powiedzieć prawie perfekcyjnym w porównaniu ze średnią krajową. Sklepy otwierane są o ludzki porach i o takich też zamykane, ma to swoje plusy i minusy. Ogólnie Centrum Suwałk zachwyca, obrzeża już trochę mniej, ale zwiedzałam je jakoś tak albo jak było ciemno, albo jak padło… No nie wychodziło to za bardzo. Jednakże biorąc pod uwagę położenie Suwałk, można by wysnuć wniosek, iż są Centrum lokalnego wszechświata i niewiele utraciły swojego wojewódzkiego charakteru po zlikwidowaniu rzeczonego województwa.

DSC06412

Skrzydełka, które śnią się po nocach

Do najlepszych miejsc pod względem jedzenia Lemur trafia przypadkowo. Tak samo było w Suwałkach. Suwałki mają całkiem rozbudowaną ofertę gastronomiczną, więc z tym problemów nie miał. Większe problemy były ze znalezieniem wolnego stolika. Akurat jakoś tak zazwyczaj wychodzi, że Lemur głodny jest najbardziej w porze obiadowo – kolacyjnej, wtedy gdy całe miasto ma podobne potrzeby. Miejsce, do którego chce was zaprosić, nie jest typową restauracją. W zasadzie bardziej przypomina bar, w którym spotykają się kumple na piwie, niż restaurację, do której chodzi się na romantyczną kolację. Prawdopodobnie takie też było jego założenie: bardziej jako bar piwny – miejsce spotkań okolicznej ludności, niż restauracja regionalna obsługująca ruch turystyczny. Jednakże podawane tam potrawy są nieziemskie, choć zdecydowanie nie należą do dietetycznych. Ale zastrzegam! Gdy raz spróbujecie skrzydełek, nie będziecie mogli o nich zapomnieć! Jak dla mnie porcja była dla dwóch osób, do tego frytki (nie były tłuste i nie ociekały olejem, ale były chrupiące i sprężyste) plus surówka.  Skrzydełka, uprzednio porządnie zamarynowane, były dobrze upieczone. Lepiły się do palców i zostawiały ostro-słodkawy posmak. W zasadzie same skrzydełka by wystarczyły, dodatki były zbędne. Wielkość dania sprawiła, że w 1/3 porcji Lemur wymiękł i zostały na śniadanie. Na Suwalszczyźnie jest co zwiedzać, więc dobre i pożywne śniadanie wydaje się elementem obowiązkowym i koniecznym!

DSC06527

Suwałki jak z bajki!

Nasz kraj jest miejscem wyjątkowym. Mieści w sobie wszystko, czego dusza zapragnie: góry, morze, doliny, jeziora. W zasadzie można tu uprawiać każdy rodzaj aktywności. Nie dziwi więc fakt, że artyści różnych profesji też go sobie upodobali. Suwalszczyznę upodobał sobie m in. Adam Wajda, ale literaci też tutaj zaglądali. Jako kraina tajemnic i baśni zasłynęła za sprawą, urodzonej w Suwałkach, Marii Konopnickiej. Tak, właśnie! Krasnoludki są na świecie, a kto nie wierzy powinien przede wszystkim odwiedzić Suwałki, a następnie wyruszyć krasnoludkowym szlakiem po całej Suwalszczyźnie. W Suwałkach Konopnicka jest obecna całkiem wyraźnie: jest jej ulica, plac miejski (dawny plac targowy), są pomniki – naliczyłam trzy, lecz możliwe, że gdzieś ukryło się więcej, w końcu jest rzecz najważniejsza – Muzeum im. Marii Konopnickiej (znajdujące się na ulicy Kościuszki). Przed muzeum stoi pierwszy pomnik pisarki. Zrobiony w formie ławki, można więc przysiąść na chwilę koło autorki i pomyśleć o krasnoludkach, trollach i innych fantastycznych stworach. Tylko uważajcie – czasami ławka jest mokra, a jak ktoś tego nie zauważy, to potem są problemy… Drugi pomnik znajduje się w muzealnym ogrodzie, tam Konopnicka jest wyprostowana i surowa, otacza opieką dziecko, które stoi obok niej. Ten pomnik zdecydowanie trochę onieśmiela swoim majestatem. Ale przecież stoi w Muzeum! W ogrodzie, co prawda, ale miejscówka zobowiązuje. Podobny pomnik znajdziemy też na placu, tam jednak towarzyszą Marii jeszcze Koszałek z Opałkiem, więc nie wydaje się taka surowa. Gdy odwiedzicie już Muzeum i dowiecie się, dlaczego tyle Konopnickiej w Suwałkach i w ogóle o co chodzi z tymi Suwałkami i krasnalami, wyruszcie na dalsze poszukiwania! W mieście istnieje krasnoludkowy szlak – podobnie, jak we Wrocławiu – z tym, że suwalskie krasnoludki nawiązują stricte do twórczości Konopnickiej, stąd też ich ograniczona liczba. Jest jeszcze jeden element baśniowy w Suwałkach, we wspomnianym już wyżej, muzealnym ogrodzie, zorganizowano jedną z wiosek bajek, które rozsiane są po całej Suwalszczyźnie. O nich jednak przeczytacie tutaj.

DSC06522

Jest wiele powodów, by wsiąść w autobus lub samochód i wyruszyć na północny – wschód naszego kraju! O innych ciekawych miejscach Suwalszczyzny możecie przeczytać tutaj. I koniecznie dajcie znać, jak wam się podobało!

 

Spodobał Ci się wpis? Masz uwagi? Spostrzeżenia? Zapytania? Jeśli tak, to proszę pozostaw komentarz pod wpisem: to bardzo mobilizuje do ciągłej pracy nad blogiem! Z góry bardzo dziękuję! By pozostać na bieżąco z lemurowymi przygodami, śledź lemurowego fanpage’a oraz instagrama (nick: lemurpodroznik)!

Top 10 krakowskich „atrakcji”

Jak już zapewne wiecie (np. z Podsumowania roku 2016), Lemur po dwóch latach wyprowadził się z Krakowa. Wrócił do macierzy i na łono rodziny. Jednakże, muszę się przyznać, iż troszeczkę tęsknię za Grodem Kraka. I nie jest prawdą, że będąc z Warszawy nie lubi się Krakowa i odwrotnie, do każdego z miejsc można mieć sentyment i znaleźć w nim ulubione miejsca. Lemur szczególnie tęskni za biało – niebieskimi tramwajami i obwarzankami na śniadanie. Trochę mniej za wszędobylskimi gołębiami, z którymi miał nieprzyjemne spotkania „trzeciego stopnia” i smogiem, który w zasadzie jest tak samo, jak gołębie wszędobylski. Nawet zdążyłam przyzwyczaić się do „wychodzenia na pole”. Z tęsknoty za ulubionymi miejscami powstała niniejsza lista miejsc i atrakcji z nimi związanych, które koniecznie trzeba odwiedzić będąc w Krakowie!

wp_20160517_007

  • Zalew Nowohucki

Opowiadałam wam na lemurowym facebooku o tramwajowej przygodzie Lemura związanej z rozgraniczeniem między Krakowem, a Nową Hutą. I szczerze, po dwóch latach mieszkania na NH, zaczęłam podobnie reagować: „Gdzie jedziesz?” „Do Krakowa” pada odpowiedź, chociaż tak naprawdę powinno być do „centrum”. Nowa Huta jest specyficznym miejscem. Posiada swój urokliwy klimat. Aleja Róż i osiedle Centrum z literkami. Jednak moim ulubionym miejscem od pewnego czasu stał się Zalew Nowohucki, do którego można dojechać autobusem, tramwajem lub przejść spacerkiem z Ronda Kocmyrzowskiego im. Księdza Gorzelanego (mojego krakowskiego przystanku). Centralnym punktem parku jest sztuczny zbiornik wodny, stąd potencjalnie duża liczba komarów. Można tam też spotkać nietoperze!

  • Piwnica pod Baranami

Wciśnięte w jedno z podwórek przy krakowskim rynku, jak przystało na „piwnicę”. By dotrzeć do niej trzeba zejść schodkami w dół, przez co panuje tam specyficzny półmrok i zazwyczaj telefony komórkowe nie mają zasięgu. Idealne miejsce na wieczorne spotkanie ze znajomymi przy gorącej czekoladzie lub gruszkowym cydrze, na prelekcję o podróżach albo na grę w szachy podczas przerwy w zajęciach.

2

  • Piknik lub spacer nad Wisłą

Każde miasto posiadające rzekę inaczej zagospodarowuje obszar wokół niej. Kraków zrobił to bezbłędnie – nie za dużo knajpek, budynków czy innych zagłuszaczy. Kto chce zjeść rybkę na łodzi ma taką okazję, kto chce popłynąć wodnym tramwajem do Tyńca też ma taką możliwość, a kto chce w spokoju pokontemplować widoki i płynącą wodę też ma taką szansę! Na ławce lub na kocu, w sezonie nad krakowską Wisłę lgną tłumy zarówno turystów, jak i tubylców. Jednakże, mimo dużego zainteresowania, można znaleźć ustronny kącik.

  • Kościół Mariacki i ołtarz Wita Stwosza

Może wam się wydawać, że zapraszam was na modlitwę, ale tak nie jest. Kto chce duchowego wsparcia Kościół Mariacki jest dobrym miejscem, ale miłośnicy zabytków i ciekawych historii też będą zadowoleni. Przede wszystkim dlatego, że Kościół Mariacki i jego wnętrze to wspaniały obiekt nie tylko sakralny, lecz przede wszystkim zabytek klasy zerowej. Ponadto kościół ma wieżę, na którą można wejść i podziwiać panoramę miasta. Jednak ja osobiście uwielbiam jego granatowy sufit pokryty złotymi gwiazdami.

mwp_20160315_010

  • Galerie malarstwa w Sukiennicach

Jak już jesteśmy na rynku to wstąpmy na dłuższą chwilę do centralnie położonego budynku – krakowskich Sukiennic, ale nie na zakupy, a do muzeum. Mało kto wie, nawet z rodowitych mieszkańców Krakowa, że nad „ekskluzywnym bazarem” są takie cuda! Galeria malarstwa polskiego XIX wieku to jeden z oddziałów Muzeum Narodowego w Krakowie. Do tych, co jeszcze nie są przekonani niech przemówią nazwiska: Matejko, Podkowiński, Malczewski, Gierymski, a to tylko kilka wybranych!

 

  • Impreza w Forum

W każdym mieście są miejsca owiane sławą. Takim miejscem w Krakowie jest dawny hotel Forum. Hotel został wybudowany, ale miał pecha. W międzyczasie, gdy hotel się budował zmieniły się przepisy i okazało się, że niestety nie spełnia on wymogów prawnych i z tego powodu nie mógł rozwinąć pełnych skrzydeł. Przez pewien czas stał jako nieużytek, aż w końcu otworzyło się w nim miejsce dla (w Warszawie byśmy powiedzieli, że hipsterów) ludzi: nie tylko młodych, studentów, ale też  Odbywają się w nim różne imprezy o wszelakiej i różnorodnej treści: można trafić na święto wina, można trafić na weekend młodych projektantów.

4

 

  • Kazimierz

W zasadzie cały, bo to bardzo klimatyczne miejsce. Jednak przede wszystkim proponuję wizytę na placu Wolnica, konkretnie w Muzeum Etnograficznym, można też usiąść na ławeczce pod wierzbą i karmić gołębie. Kolejnym punktem wycieczki może być Plac Nowy i zapiekanki z Okrąglaka, po drodze możecie posilić się też w Chederze (ul. Józefa) – gdzie poczujecie klimat dawnego Kazimierza i skosztujecie tradycyjnych żydowskich potraw. Koniecznie odwiedźcie też jedną z Synagog i cmentarz żydowski. A przede wszystkim to zagubcie się między uliczkami krakowskiego Kazimierza i odkryjcie magię „miasta w mieście”. Gdy zmarzniecie wpadnijcie na herbatę do Czajowni – polecam wspomnienie Bombaju (w zaułku, ul. Józefa).

  • Panorama Krakowa z kopców

Z jednego lub wszystkich w zależności ile macie czasu. Gdy traficie nad Zalew Nowohucki to Kopiec Wandy macie o rzut beretem. Panorama może nie jest zbyt zachwycająca, ale okolica może okazać się interesująca. Szczególnie warto odwiedzić go późną wiosną lub latem i dojechać do niego tramwajem. Kopiec znajduje się w pewnym oddaleniu od większej „cywilizacji”, jest to w zasadzie tylko jeden przystanek, ale jest to jedna z ładniejszych tras jakie widziałam. Tramwaj przebywa ten jeden przystanek w zielonym tunelu (dosłownie!), drugi taki można zobaczyć niedaleko metra Młociny w Warszawie. Jednakże ten krakowski jest bardziej urokliwy, gdyż ten warszawski ma jednak pełnię cywilizacji wokół siebie. Drugim kopcem jest Kopiec Kraka. Znajduje się na Podgórzu. Twórcy oraz cel jego powstania pozostają nieznani.  Dodatkowo kopiec Krakusa związany jest z obchodami Rękawki, czyli święta związanego dzisiaj z obchodami Wielkanocy, a pierwotnie nawiązującego do słowiańskiej tradycji wiosennych Dziadów. Trzecim kopcem jest kopiec Piłsudskiego – z którego moim zdaniem jest najlepsza panorama, a co więcej najatrakcyjniejsze dojście – możecie poczuć przedsmak Jury krakowsko – częstochowskiej. Jest to też największy ze wszystkich kopców, usypany na szczycie Sowińca. Niewątpliwą zaletą trzech wymienionych wyżej miejsc jest ich bezpłatność. Wejście na kopiec Kościuszki jest płatne, ale niejako w cenie dostajemy możliwość zwiedzenia muzeum, oprócz możliwości podziwiania panoramy. A poza tym możliwość obcowania z radiem RMF FM., które swoje budynki ma m. in. właśnie tutaj. Kopiec Kościuszki jest niewątpliwym symbolem polskości, zawiera w sobie ziemię z pól bitewnych, na których walczył Kościuszko, a jego budowa została sfinansowana ze zbiórki publicznej.

1

 

 

  • Seans w kinie Ars

Dla koneserów i dla tych, co chcieliby mieć chwilę odpoczynku od tego, co proponują wielkie multipleksy w centrach handlowych. Niewielkie sale i  niszowe filmy, co nie oznacza, że złe! Dla tych, co „kochają” zapach popcornu i nie mogą bez niego żyć – jest taka możliwość. Dla oszczędnych istnieje możliwość zniżki: wystarczy wstąpić na przykład do informacji turystycznej, gdzie jest stojak z różnymi karteczkami, dzięki którym można złapać kilka zniżek, m.in. na bilety do kina.

  • Spacer Plantami

Spacery po całym Krakowie są wyjątkowo urokliwe i niebanalne, bo co chwila jest się czym zachwycać, jednak pamiętajcie, że mogą być nieco szkodliwe dla zdrowia ze względu na smog. Sprawdzajcie alerty pogodowe i smogowe, a wtedy wszystko powinno pójść po waszej myśli. Planty to park okalający najbardziej urokliwe są na wiosnę, gdy drzewa i kwiaty zaczynają kwitnąć.

wp_20160518_002

 

 

*P.S. 1: Spełniam noworoczne postanowienia! Tekst powstał tuż przed zaśnięciem, już w łóżku. Został zapisany więc możecie go teraz przeczytać!

*P.S.2: Będąc w Krakowie możecie też trafić na dodatkowe „atrakcje”, jak: jarmark wielkanocny lub bożonarodzeniowy na Rynku, Konkurs Krakowskich Szopek Bożonarodzeniowych, Noc Synagog, Paradę Smoków lub Pochód Lajkonika.

*P.S. 3: Moich ulubionych miejsc w Krakowie jest znacznie więcej:)!

*P.S. 4: Dajcie znać jakie są wasze ulubione miejsca w Krakowie! Bardzo możliwe, że niektóre z nich będę mieć okazję odwiedzić już niedługo!

Podobał Ci się wpis? Masz uwagi? Spostrzeżenia? Zapytania? Jeśli tak, to proszę pozostaw komentarz pod wpisem: to bardzo mobilizuje do ciągłej pracy nad blogiem! Z góry dziękuję! By pozostać na bieżąco z lemurowymi przygodami, śledź lemurowego fanpage’a oraz instagrama (nick: lemurpodroznik)!

Lemurowe podsumowanie 2016 roku

img_0162Ostatnie dni roku są dla mnie zawsze trudne. Z jednej strony cieszę się, że przychodzi nowe i że tyle się działo, ale z drugiej strony trochę smutno, no i wiecie to kolejny rok w metryce… Ostatnie dni roku są bardzo sentymentalne, gdyż jest to okres zazwyczaj sprzątania, a jak sprzątanie to odnajdywanie różnych starych rzeczy, które zostały schowane do szafki, bo mogą się kiedyś przydać, a o których się już zapomniało. Podziwiam osoby, które potrafią sprzątać bez sentymentalnego pochylania się nad każdym przedmiotem. Podczas sprzątania Lemur znajduje też stare listy celów i planów na dany rok. Wtedy to się dopiero zaczyna! Zapraszam was na małe podsumowanie mijającego lemurowego roku!

  1. W 2016 r. Lemur zyskał dwa nowe miejsca w wirtualnym świecie:) Jedno w mediach społecznościowych: konto na Instagramie oraz drugie w świecie blogowym! Tak dokładnie rok temu lemurowy blog powstał:) I od tamtego czasu przenosił się już trzykrotnie na różne platformy, by w końcu osiąść na spokojnych wodach. Nie martwcie się – więcej zmian nazwy i przenosin nie będzie! Przynajmniej na razie. Lemur zmienił również miejsce zamieszkania: z krainy Smok(g)a wrócił do krainy Zygmunta i Syrenki. Dwa lata spędził osamotniony w Krakowie, pozbawiony zmywarki i regularnych dostaw żywności uzupełnianych przez rodziców. Trochę zmężniał, trochę wydoroślał, a z tego osamotnienia zaczął pisać bloga. Nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło! Trochę smutno było opuszczać pokoik na Nowej Hucie, ale powrót na łono rodziny okazał się owocny w nowe wyzwania, więc nie mam czasu na rozmyślania.
  2. Zdobyłam kolejny tytuł naukowy! Tym razem zostałam magistrem relacji międzykulturowych na Uniwersytecie Jagiellońskim. Co prawda moja praca magisterska dotyczyła jakże przyjemnego tematu baśni, jednak jej napisanie już nie było takie łatwe i przyjemne. Jednak godziny spędzone nad książkami w bibliotece i nieprzespane noce, podczas których poprawiałam przecinki przyniosły rezultaty.img_2455
  3. Odbyłam też kilka, a w zasadzie kilkadziesiąt, podróży. Między innymi: mniej więcej miesięczne sierpniowe wojaże po północno -wschodniej Polsce – samochodem, ale bez ustalonego, sztywnego planu. Początek w Smołdzińskim Lesie na skraju Słowińskiego Parku Krajobrazowego, koniec w Mielniku nad Bugiem. Drugim wyjazdem, o którym warto wspomnieć jest tygodniowy objazd po województwie świętokrzyskim – zawitałam do krainy literatów i czarownic. Odwiedziłam Starachowice i tamtejsze Muzeum Techniki, zjadłam kolację u zakonników oblatów ze Świętego Krzyża i odwiedziłam dom rodzinny Żeromskiego. W lipcowy weekend wybrałam się też na Święto Papieru do dolnośląskiego Muzeum Papieru w Dusznikach Zdroju.  Dwukrotnie odwiedziłam też Wrocław – pozdrowiłam krasnoludki i zjadłam pieczone gigant pierogi z czekoladą!img_3489
  4. Największym zaskoczeniem okazały się dla Lemura Kielce pod względem instytucji i inicjatyw o charakterze kulturalnym i Gdynia pod względem wszelakim. W zasadzie Lemur musi się przyznać, że Kielc w ogóle nie znał, a Gdynie… hymm ze słyszenia – no i pendolino tam dojeżdża. W tym roku mógł spędzić tam trochę czasu i okazało się, że są to bardzo ciekawe miejsca, które zasługują na uwagę. Dlatego jeśli wybieracie się w okolice Gdańska to koniecznie wstąpcie do Gdyni! A jeśli szukacie nowych kulturalnych miejsc: instytucji i muzeów to koniecznie wstąpcie do Kielc.dsc06309
  5. Najbardziej relaksującym wyjazdem okazał się rodzinny wypad we wrześniu do Krynicy Morskiej – all inclusive – zarówno w pogodzie (piękne słońce i upał!), jak i w jedzeniu. Niewątpliwym atutem były dodatkowe atrakcje w postaci bingo, porannej gimnastyki i wieczorków tanecznych. Było też rozwiązywanie krzyżówek i granie w rumikuba na plaży!img_0303
  6. Najbardziej stresującą sytuacją był oczywiście egzamin i obrona pracy magisterskiej, lecz jeśli chodzi o podróże to… był nim wyjazd i zjazd z malutkiego promu nad Bugiem w okolicach Mielnika – pierwszy samodzielny wjazd na prom własnym samochodem! A samochód nie jest duży, za to stres ogromny!dsc07514
  7. Najwięcej pysznego jedzenia było w Krynicy Morskiej, jednakże pod względem smaku zostanę wierna Suwalszczyźnie – skrzydełka miodowo – musztardowe, ser z czarnuszką i mrówkowiec! Niebo w gębie! Jeśli zastanawiacie się nad miejscem na urlop to polecam Suwalszczyznę! O jej atrakcjach możecie przeczytać tu.dsc06410
  8. Najbardziej wzruszająca chwila? Hymm dużo ich było, ale myślę, że 1 sierpnia spędzony w centrum Stolicy. Minuta zadumy, podczas której wszystko się zatrzymuje i słychać tylko dźwięki syren. A wieczorem koncert i „Warszawskie dzieci” odśpiewane przez kilkaset osób. Nie ma dla mnie większego znaczenia czy z historycznego punktu widzenia Powstanie Warszawskie miało czy nie miało sensu. Najważniejsze dla mnie jest to, że się odbyło, że zginęli ludzie, którym należy się cześć i chwała.bez-tytulu
  9. Bardzo zła chwila dla Lemura nastąpiła w Skansenie z Zubrzycy Górnej – otóż Lemur zaginął! Na szczęście za sprawą kilku pomocny ludzi i dodatkowej zachęty odnalazł się cały i zdrowy, jednak uraz do Orawy zostanie mu na zawsze.

 

2016 rok żegnam więc z lekkim żalem, jestem wdzięczna, że tyle dobrego mnie w nim spotkało i nieśmiało mam nadzieję, że 2017 będzie równie dobry jeśli tylko dopisze szczęście i jeśli na to zapracuję! A zamierzam pracować ciężko na każdą radosną chwilę!

Podzielcie się swoim podsumowaniem roku 2016 i planami na następny!

Podobał Ci się wpis? Masz uwagi? Spostrzeżenia? Zapytania? Jeśli tak, to proszę pozostaw komentarz pod wpisem: to bardzo mobilizuje do ciągłej pracy nad blogiem! Z góry dziękuję! By pozostać na bieżąco z lemurowymi przygodami, śledź lemurowego fanpage’a oraz instagrama (nick: lemurpodroznik)!

 

Top 30 prezentów dla podróżnika

1

Zbliżają się święta, a Wy macie w domu podróżnika? Nie zazdroszczę Wam, ale cóż może pomogę:). Po pierwsze przy kupowaniu lub robieniu ręcznie prezentów (robione ręcznie zawsze są fajniejsze!) dla podróżnika, należy pamiętać, że taki typ był w wielu miejscach i wiele widział. Wiele przeżył i wiele wie. Po drugie nie lubi rzeczy nieużytecznych, ale nie oznacza to, że rzeczy dla niego mają być standardowe. Każdy globtroter ucieszy się z zapasu plastrów opatrunkowych i wody utlenionej. Po trzecie, każdy lubi otrzymywać prezenty. Bez względu na to czy to podróżnik czy nie. Podsumowując podarek dla podróżnika powinien być praktyczny i przydatny, nie tylko w podróży. Do tego powinien być nieszablonowy i wyjątkowy. Ponadto jeśli jest to nasz bliski „podróżnik” możemy wziąć pod uwagę kierunek jego podróży, czyli kraje, do których jeździ najczęściej lub wybiera się w najbliższym czasie. Poniżej przedstawiam Wam uniwersalną listę 30 produktów, które z jednej strony są eleganckie, oryginalne i nietuzinkowe, z drugiej zaś praktyczne i innowacyjne. Z jednej strony ułatwiają nam podróżowanie, z drugiej zaś mogą poprawić nasze bezpieczeństwo.

3

  1. Podróżny filtr uzdatniający wodę – woda jest ważna. Człowiek bez wody standardowo nie przetrwa więcej niż 4 dni. Bez jedzenia można dłużej, bez wody może być trudno. Bez względu, gdzie Wasz globtroter się wybierze: Bieszczady czy Tajlandia nie zabraknie mu wody. Oznacza to, że on będzie się czuć bezpieczniej i Wy będziecie o niego spokojniejsi.
  2. Mały i szybkoschnący ręcznik podróżny – generalnie higiena w podróży kuleje. I to bez względu czy jedziecie autostopem po Polsce czy po Brazylii. Dlatego mały, zgrabny i poręczny ręcznik, który szybko wyschnie, bo wilgotny ręcznik w plecaku może spowodować nie tylko niemiły zapach.
  3. Chusteczki do wszystkiego – przeczytajcie połowę punktu powyższego. A teraz do rzeczy: chusteczki są do wszystkiego: antyperspirant lub płyn do demakijażu. Są lekkie, wszędzie się zmieszczą i przejdą każdą kontrolę bagażu. Do tego można kupić całe podróżnicze zestawy.
  4. Powerbank: Telefony, aparaty, czasami komputery lub czytniki do e-booków. W podróż zabieramy różne rzeczy, które niestety nadal wymagają dużą ilości prądu. Czasami sprawny telefon może uratować nam życie. Dlatego dla bezpieczeństwa należy mieć zawsze przy sobie dodatkowe źródło energii. Powerbanki mogą więc być idealnym rozwiązaniem. Powerbanki mogą więc być różnej wielkości, kolorów i rodzajów ładowania. Ja posiadam „klasyczny”, który ładuje się przez podłączenie do gniazdka lub komputera przez usb oraz „hybrydowy” – połączenie „klasycznego” ze słonecznym ładowaniem.
  5. Coś dla dziewczyn: szczotka ze schowkiem. Każdy kto posiada nieco dłuższe włosy zabiera ze sobą w podróż szczotkę do włosów i jakże często również zestaw różnych akcesoriów do nich. Szczotki są przydatne, ale mogą być jeszcze przydatniejsze. Otóż mogą posiadać schowki! I to w tej części, która zazwyczaj jest nieużywana. Można tam schować spinki i gumki. Cóż za praktyczność!
  6. Prysznic podróżniczy. Jak wyżej. Trudno się umyć w bieszczadzkim strumieniu, zwłaszcza jeśli przez kilka poprzednich dni nie padało. Ten przydatny gadżet można napełnić zarówno ciepłą, jak i zimną wodą, a następnie cieszyć się upragnionym odprężającym prysznicem.
  7. Prenumerata gazety podróżniczej lub książka podróżnicza. Dlaczego? Bo trochę rozrywki potrzebna jest każdemu. Książki zazwyczaj opisują jedną wyprawę, co prawda może to być wyprawa dookoła świata, ale jednak.. Gazety mają większy zasób proponowanych tematów, no i co jakiś czas przyjdzie nowy numer.
  8. Scyzoryk lub multitool – praktyczność przede wszystkim. Otwieranie konserw czy struganie patyka na ognisko to standardowa procedura podczas przygotowywania posiłków „w dziczy”.
  9. Foto książka z podróży – Jadąc gdzieś, a w zasadzie wychodząc z domu (czasami nawet to nie jest potrzebne) zabieramy ze sobą aparat w celu robienia zdjęć. Od pewnego czasu są to aparaty cyfrowe, przechowujemy je w pamięci naszych telefonów lub komputerów. Zazwyczaj o połowie nie pamiętamy, a drugą kasujemy by zmieściły się nowe. A co jeśli wybrać te najlepsze z danej podróży lub roku i stworzyć z nich przepiękny album, którym będziemy mogli się delektować w różnych chwilach.
  10. Globus – gadżet. Gadżety są fajne. Globusy można kolorować, przyczepiać na nie karteczki lub wtykać pineski tu i ówdzie. Może być też w wersji płaskiej, zwanej mapą. Mało praktyczne, ale ładnie wygląda. A w ogóle to kto powiedział, że prezenty mają być tylko praktyczne?
  11. Kubek termiczny lub staromodny termos – ciepła herbata lub kawa jest czymś wspaniałym. Szczególnie rano i szczególnie, gdy jest zimno. A teraz jest zimno.
  12. Dziennik podróży, czyli ładny zeszyt lub notatnik, w którym Wasz podróżnik będzie mógł notować swoje przeżycia, przemyślenia i zbierać różne pamiątki: pocztówki, bilety wstępu itd. itp.
  13. Mata samopompująca się lub karimata – wygodne, i nie trzeba spać na ziemi. A nie jest ciężka więc zawsze można zabrać ze sobą.
  14. Koszyk piknikowy – dla nieco bardziej ekscentrycznych podróżników, lubiących odrobinę luksusu lub takich, którzy podróżują dużym samochodem
  15. Uniwersalny kabel do ładowania – patrz punkt 4.
  16. Gniazdko samochodowe na USB – do ładowania różnych rzeczy.
  17. Samochodowy transmiter FM – ulubiona muzyka w samochodzie – bez reklam i przeszkadzajek różnorakich.
  18. Paralizator z latarką – latarka przydatna jest zawsze, a paralizator lepiej żeby nie był potrzebny, ale zawsze trzeba być przygotowanym.
  19. Szampon w kostce/ suchy szampon – podobnie jak w przypadku szczotki ze schowkiem czy podróżnego prysznica bardzo przydatny gadżet!
  20. Koc – ciepły i przydatny. Jako kołdra, koc piknikowy lub sweter.
  21. Podróżny niezbędnik- paczka zwierająca kapcie, opaskę na oczy, zatyczki do uszu i (moją ulubioną) dmuchaną poduszkę.
  22. Przewodnik- po jakimś miejscu, do którego Podróżnik chciałby pojechać. Może to zmotywuje go do natychmiastowej wycieczki? Lub zniechęci. Jedno z dwojga.
  23. Waga bagażowa – zwłaszcza jeśli często podróżujemy samolotami, szczególnie tanimi liniami.
  24.  Dekoracyjny plakat – żeby ściany nie były białe, czarne lub szare.
  25. Domowy kubek – kubki zawsze się tłuką, więc zawsze są potrzebne nowe. Jak dla mnie, kubków nigdy dość.
  26. Ręcznie przygotowaną herbata/ konfitury lub ciasteczka – każdy lubi spersonalizowane prezenty, więc jeśli Wasz podróżnik jest miłośnikiem herbaty/ kawy lub ciasteczek to przygotujcie mu własnoręczną mieszankę, a później rozkoszujcie się nią wspólnie.
  27. Łyżkowidelec – niezbędny do skonsumowania posiłku.
  28. Menażki – niezbędny do przygotowania posiłku. Porządna menażka jest jak skarb.
  29.  Packing cubes – porządek jest ceniony w podróży. I to zarówno w naszym plecaku, jak i walizce, a te niepozorne torby są do tego idealne!
  30.  Na koniec najbardziej banalny prezent: karta podarunkowa. Ale taka do sklepu turystycznego, w którym Wasz podróżnik może nabyć to czego mu brakuje lub to co jest mu aktualnie potrzebne lub to o czym myślał od dawna.

Skoro macie już tyle pomysłów to ruszajcie na świąteczne zakupy! Bez paniki i bólu głowy:) Dajcie znać, jak Wam poszło!

2

Podobał Ci się wpis? Masz uwagi? Spostrzeżenia? Zapytania? Jeśli tak, to proszę pozostaw komentarz pod wpisem: to bardzo mobilizuje do ciągłej pracy nad blogiem! Z góry dziękuję! By pozostać na bieżąco z lemurowymi przygodami, śledź lemurowego fanpage’a oraz instagrama (nick: lemurpodroznik)!

W krainie „Pana Tadeusza”

Parę dni temu, najpierw w Warszawie, a następnie w Krakowie przedstawiciele różnych środowisk żegnali jednego z najwybitniejszych polskich reżyserów – Andrzeja Wajdę. Zawdzięczamy mu niesamowite filmy, poruszające trudną tematykę: historię i relacje panujące w naszym kraju. Jednym z jego ważniejszych filmów jest ekranizacja „polskiej epopei narodowej”: „Pan Tadeusz, czyli ostatni zajad na Litwie, historia szlachecka z lat 1811-12 we dwunastu księgach wierszem” autorstwa Adama Mickiewicza, którego pomnik dumnie stoi między krakowskimi sukiennicami, a Kościołem Mariackim. Ręka do góry kto musiał uczyć się inwokacji, fragmentu opisu łowów lub koncertu Jankiela na lekcje języka polskiego! Niezliczone rzesze naszych rodaków od lat ćwiczą swoją pamięć na fragmentach tego utworu. Przed Wajdą więc stanęło nie lada zadanie zmierzenia się zarówno z narodowymi demonami i nadziejami, jak i z czasami nieco przydługimi, ale za to bardzo bujnymi opisami przyrody, za którą Mickiewicz tęsknił całym sobą. „Tymczasem przenoś moję duszę utęsknioną/ do tych pagórków leśnych, do tych łąk zielonych/(…)/do tych pól malowanych zbożem rozmaitem” i tak dalej, i tak dalej. W Polsce krajobrazów słynących z urody nam nie brakuje, lecz jak wybrać te najlepsze, najpiękniejsze, będące idealnym tłem do słów Mickiewicza? Propozycji było wiele i wiele też miejsc w filmie „zagrało”. Jednym z nich był Suwalski Park Krajobrazowy.

img_1891y
SPK to najstarszy tego typu obiekt w naszym kraju. Został utworzony 12 stycznia 1976 roku, by chronić unikatowy krajobraz polodowcowy. Jego powierzchnia to 6248ha (bez otuliny). Ale to nie jedyne „naj”, które związane jest z tym miejscem. Siedzibą dyrekcji parku jest Turtul, położony w dolinie Czarnej Hańczy. Jest to jedno z najstarszych miejsc, po czasach jaćwierskich, w którym zachowały się ślady osadnicze na Suwalszczyźnie. Mimo, iż leży na terenie parku, bez większych problemów można tu dojechać samochodem osobowym. Co więcej można tu wynająć pokój i spędzić noc, a jest warto! Sam obiekt wygląda, jak górskie schronisko, a z okien rozciąga się przepiękny widok. Do tego kawałek od niego swoje początki mają szlaki turystyczne, które przemierzyć można pieszo, rowerami lub samochodem.

img_1770
Jednym z obowiązkowych punktów „programu” jest wizyta w Wodziłkach. Jest to wyjątkowe i unikatowe miejsce. Osada została założona przez satoobrzędowców, uciekinierów z Imperium Rosyjskiego, w 1788 roku. Od tego momentu jest to jedna z 4 siedzib Wschodniego Kościoła Staroobrzędowego. Staroobrzędowcy, starowierzy lub starowiercy to dosyć mało znana grupa religijna, w której występują dwa odłamy popowcy i bezpopowcy. W Wodziłkach osiedlili się wyznawcy tego drugiego odłamu, co w praktyce oznacza, że obrzędy odprawia nie pop, a wybrany przez społeczność namiestnik. W Wodziłkach możemy oglądać przykład unikatowej na skalę polską, architektury sakralnej staroobrzędowców – molennę. Ciemnozielony, drewniany, budynek zbudowany jest na osi wschód-zachód. Charakterystycznym elementem jest ośmioboczna dzwonnica, zwieńczona srebrnym trójkątem i charakterystyczną, również srebrną kulą, nad którą góruje krzyż. Wewnętrzny układ molenny jest podobny do wystroju cerkwi prawosławnej, ze względu na ikonostas, z tą różnicą, iż ikony nie są do niego przymocowane na stałe, lecz stoją na specjalnych półkach. Dodatkowo w molennie za ikonostasem nie ma ani prezbiterium ani ołtarza. Inne przykłady takich obiektów w Polsce znajdują się również w Suwałkach, Grabowych Grądach i Wojnowie (gdzie znajduje się jedyny taki ceglany obiekt w Polsce).

wp_20130813_016
Kolejnym suwalskim „naj” jest jezioro Hańcza – najgłębsze w Polsce i w całej środkowej części Niżu Europejskiego. Według znawców jego nazwa pochodzi z wymarłego języka jaćwińskiego (grupa bałtycka). Jezioro i jego najbliższa okolica jest samodzielnym rezerwatem krajobrazowo-wodnym. Dodatkowo znajduje się na liście Projektu Aqua UNESCO i jest atrakcyjnym miejscem dla nurków, szczególnie tych ekstremalnych, lubiących rekordy. Jego czarne wody robią niesamowite wrażenie i to niezależnie od pogody.

wp_20130813_037
Kolejnym punktem na naszej mapie SPK jest wieś Smolniki, do której warto zajrzeć z dwóch powodów: po pierwsze w celu podziwiania krajobrazu, który zauroczył Wajdę, ale też Konwickiego („Dolina Issy”) oraz, by spróbować kartaczy i (w sezonie) pierogów z jagodami w tamtejszym sklepie – niebo w gębie i solidne porcje. W Smolnikach przedsiębiorczy Suwalszczanin zbudował płatną platformę widokową „U Pana Tadeusza”, 225 m.n.p.m., z którego podziwiać możemy m. in. górę Cisową. Dla tych, co wolą nieco bardziej „nieucywilizowane” platformy widokowe, to niedaleko wsi, znajduje się wzniesienie, z której rozciąga się nie mniej fascynujący widok. Na jego szczyt prowadzi dobrze udeptana i zabezpieczona barierkami ścieżka.

img_1859
Na terenie SPK podziwiać możemy też urokliwe, porzucone cmentarze z różnych okresów oraz głazowiska, będące efektem zlodowacenia bałtyckiego.Są to po prostu porozrzucane po okolicy kamienie (fachowo głazy narzutowe), mające w obwodzie od 3 do 8m.
Ostatnim punktem SPK, na który warto zwrócić uwagę jest położony nieco na południowy-wschód symbol parku – góra Cisowa. Wysokość suwalskiej Fudżijamy to 256 m.n.p.m. Niech Was nie zwiedzie jej wysokość! Niewprawni wędrowcy mogą się zmęczyć wspinając się na nią, jednak trudny na pewno zrekompensują widoki. Wzniesienie zostało utworzone przez morenę czołową i ma charakterystyczny kształt krateru wulkanu, stąd porównanie do japońskiego giganta.

img_1724

Wymienione wyżej miejsca są warte odwiedzenia, szczególnie że o wartości SPK świadczą krajobrazy właśnie. A tych ani słowa, ani zdjęcia nigdy nie oddadzą w pełni.

Podobał Ci się wpis? Masz uwagi? Spostrzeżenia? Zapytania? Jeśli tak, to proszę pozostaw komentarz pod wpisem: to bardzo mobilizuje do ciągłej pracy nad blogiem! Z góry dziękuję! By pozostać na bieżąco z lemurowymi przygodami, śledź lemurowego fanpage’a oraz instagrama (nick: lemurpodroznik)!

Na jesienną chandrę… książki!

kasztany.jpg

Nowy miesiąc, nowa pora roku. Wbrew temu, co mówią naukowcy: globalnemu ociepleniu i zmianie klimatu z czterech, na dwie pory roku. „Jesień idzie nie ma na to rady!”, jak głosi pieśń. Idzie wielkimi krokami zarówno ta kalendarzowa, jak i astronomiczna. JESIEŃ. Dnie są coraz krótsze. Słońce leniwie budzi się późno i zmęczone wcześnie się chowa. Drzewa czerwienieją i złocą się. Wszędzie czuć chłód. Z drzew oprócz liści, spadają też kasztany, żołędzie, a także orzechy i śliwki. Pora schować sandały i krótkie spodenki. Czas na przetwory, ciepłe skarpetki i piżamy. Pora wyjąć termofor i koc. Czas zaparzyć herbatę, taką porządną w imbryku z cytryną, pomarańczą, goździkami, imbirem i kardamonem, a! i koniecznie z sokiem malinowym! Najlepiej własnej produkcji i z własnych malin (lub tych zachachmęconych z Bieszczad:)). Pora zakopać się we wspomnieniach o wiosenno – letnich wojażach – tych przeszłych i tych przyszłych. Oczywiście jesień też jest idealną porą na podróżowanie! Przepiękne czerwone buki i płowe trawy na bieszczadzkich połoninach czy fioletowe wrzosowiska miłośników przyrody na pewno zauroczą. Dla tych, co wolą bardziej industrialne klimaty pora roku w zasadzie nie gra większej roli. Jednak Lemur ma inne pomysły na jesienno – zimowe dni i wieczory. Dla mnie jest to idealny moment na rozkoszowanie się dobrą książką! Przyznać się kto z Was na wakacyjne podróże zabiera ze sobą książki? Lemur zabiera! I oczywiście ma nadzieję, że chociaż jedną stronę przeczyta. Zazwyczaj kończy się na wyjęciu jej z torby i odłożeniu w inne miejsce. Dlatego tak bardzo nie mogę się doczekać jesieni. Wizja koca, herbaty i sterty książek rozgrzewa tak bardzo, że zapomina się o tym, co na zewnątrz. Tak naprawdę, jeśli książka jest dobra zapomina się o całym świecie.

jesien.jpg

Poniżej bardzo subiektywna Wielka Lista (WL) tytułów książek, które czekają aż Lemur je pochłonie. Ponieważ Lemur jest podróżnikiem będzie to głównie literatura podróżnicza, a ponieważ Lemur podróży po Polsce ma bez liku i ciut ciut, dlatego jesienno – zimowe wieczory woli spędzać w doborowym towarzystwie opowieści z innych zakątków świata. Przekonując się, że nie tylko Polska, ale i cały świat stoją otworem. Wystarczy się tylko nieco postarać, bo przecież świat należy do odważnych, a rzeczy niemożliwe nie istnieją. Udowodnili to już niejedni. Na WL znalazła się zarówno klasyka, jak i nowości. Są opisy całych wypraw w formie pamiętników, są też luźno ze sobą związane historie zebrane podczas jednej podróży. Dla miłośników klasyki na WL znaleźli się Ostrowski, Halik, Cejrowski i Pawlikowska. Dla tych, co wolą modnych autostopowiczów jest Kotlet, czyli Mateusz Kotlarski, a także Kinga Choszcz i Radosław „Chopin” Siuda. Jest też jedna biografia i jedne wydanie zbiorowe zawierające reportaże różnych osób. Jest coś dla miłośników dolin i gór, dla tych, co wolą dżungle lub bardziej industrialne klimaty. Dla każdego coś dobrego! Jest dużo o pokonywaniu trudności i robieniu rzeczy niemożliwych. Są to opowieści budujące i podnoszące na duchu. Dla mnie najważniejsza idea płynąca ze wszystkich wymienionych niżej tytułów to spełnianie własnych marzeń. Nie przedłużając oto pełna lista:

dynia.jpg

  1. Wiktor Ostrowski, Wyżej niż kondory, wyd. Czytelnik, Warszawa 1989.
  2. Tony Halik, wł. Mieczysław Sędzimir Antoni Halik, Jeep moja wielka przygoda, wyd. Bernardinum, Pelplin 2008.
  3. Beata Pawlikowska, Blondynka u szamana. Magiczna wyprawa dp świata Indian, wyd. G+J RBA, Warszawa 2005.
  4. Wojciech Cejrowski, Podróżnik WC. Wydanie II poprawione, wyd. Bernardinum, Pelplin 2010.
  5. Jasiek Mela, Poza Horyzonty, wyd. G+J RBA, Warszawa 2010
  6. Kinga i Chopin, Prowadził nas los, wyd. Bernardinum, Pelplin 2004. Pełna wersja dostępna też TU .
  7. Mateusz Kotlarski, Kotlet na wynos, czyli autostopem za równik, wyd. Helion, Gliwice 2016.
  8. Marek Tomalik (red.), Pojechane podróże. Szalone wyprawy Trzech Żywiołów, wyd. Pascal, Bielsko-Biała 2012
  9. Grzegorz Brzozowski, Wojciech Cejrowski, Biografia, wyd. Zysk i S-ka, Poznań 2010.

ksiazki.jpg

A może masz inne książki do polecenia? Wasze ulubione lub takie, które czekają na Waszą uwagę na półce? Podziel się tytułami! W końcu WL nie jest zamknięta i można ją swobodnie edytować! Zatem do czytelń!

Podobał Ci się wpis? Masz uwagi? Spostrzeżenia? Zapytania? Jeśli tak, to proszę pozostaw komentarz pod wpisem: to bardzo mobilizuje do ciągłej pracy nad blogiem! Z góry dziękuję! By pozostać na bieżąco z lemurowymi przygodami, śledź lemurowego fanpage’a oraz instagrama (nick: lemurpodroznik)!

Polski tajemiczy ogród

Pamiętacie książkę Tajemniczy ogród Francesa Hodgsona i zawarte w niej przesłanie o uzdrawiającej mocy przyrody? W Polsce też możemy spotkać się z podobnymi poglądami i podobnymi miejscami. Lemur zaprasza Was w niezwykłą podróż i zachęca, by tak samo  jak Mary, Dick i Colin, Wy również odnaleźli swój wymarzony tajemniczy ogród. Gdy nie macie czasu na eksperymenty, miejscem, które może Wam w tym pomóc są Ogrody Tematyczne Hortulus. Województwo zachodniopomorskie kryje wiele tajemnic, jedną z nich jest przyroda. Klimat jaki panuje w całej Polsce, ale w szczególności w jej nadmorskiej części jest wyjątkowy. Stąd też możemy rozkoszować się pięknymi lasami, polami i łąkami oraz względnie czystym powietrzem.   Jedną z niewątpliwych zalet podróżowania w lecie jest możliwość oglądania przyrody w pełnej krasie i rozkwicie. Małym minusem jest też czasami ogromy upał, szczególnie przy zamkniętych przestrzeniach. Taka też pogoda towarzyszyła Lemurowi podczas wizyty w Dobrzycy.

mDSC03482

W owej Dobrzycy na ponad 4 ha zgromadzono ponad 6 tys. różnych gatunków roślin, w tym również te egzotyczne. Z nich ułożono 28 tematycznych ogrodów. Możecie więc zgubić się w tych związanych z barwami: ogrodzie białym, czerwonym czy niebieskim. Innymi przykładami są ogrody w stylu klastycznym: francuskim i angielskim. Są też te związane ze zmysłami: węchu i słuchu, takie jak ogród ziołowy czy rosarium lub ogród traw czy ogród wodny, w którym można odpocząć i nieco schłodzić swoje rozgrzane zmysły i ciała. Nie, nie mówimy o całościowych kąpielach, lecz o możliwości zanurzenia ogonka w zimnej toni. Jednak Lemurowi najbardziej spodobał się ogród leśny, gdzie było dużo cienia i prawdziwy hamak! A także ogród japoński z małymi kamiennymi latarenkami, czerwonymi bramami i mostkami majestatycznie wkomponowanymi w otaczające je rośliny.

mDSC03493

Jeśli myślicie, że wymienione wyżej atrakcje to koniec tego, co oferuje Dobrzyca to jesteście w błędzie! Kilka lat temu otwarto drugą część ogrodów, jakieś 10 minut jazdy samochodem lub rowerem od tych pierwszy. Można tam zagłębić się w ogrodzie czasu czy w czterech porach roku, gdzie rośliny zostały dobrane zgodnie z ich cyklem kwitnienia. Co prawda pełną krasę tego ostatniego trudno jest zaobserwować podczas jednorazowej wizyty, ale nie zrażajcie się! Główną atrakcją ogrodu jest ogromna wieża widokowa, z której można podziwiać jeden z największych w kraju labiryntów z żywopłotu! Są trzy sposoby przejścia go:

  1. na żywioł – wchodzimy i zaczynamy! Gubimy się, krążymy i w końcu zwyciężamy;
  2. na pamięć – wchodzimy na wieżę, opracowujemy plan i do dzieła!
  3. z pomocą – mamy sprzymierzeńca i 2 telefony komórkowe lub własny głos i ręce. W skrócie wygląda to tak: osoba stoi na wieży i w newralgicznych momentach pomaga nam się „uratować”.

Lemur wybrał opcję numer 3 – miał pomocnika na wieży, który miał dwie funkcje – fotografa i podpowiadacza…:). Nie korzystał, co prawda z telefonu komórkowego, ale ogonek i łapki poszły w ruch!

mDSC03468

Cały dzień chodzenia wśród drzew, krzewów i traw męczy nogi i wzmaga apetyt. Na szczęście na terenie parku możecie zjeść całkiem niezły obiad i zadowalające cenie. A jeśli któraś z roślin szczególnie przypadnie Wam do gustu – możecie ją zakupić w sklepiku. Znajdziecie tam też wiele inspiracji i fachową pomoc dotyczącą urządzania ogrodów. Może zainspirujecie się i stworzycie swoje własne magiczne miejsca? Nie muszą być one na aż tak dużej powierzchni, balkon też wystarczy. Taki na przykład ogród ziołowy… Hymm bazylia do sałatki z pomidorami i mozzarellą, mięta do lemoniady, lawenda do sernika i jeszcze tymianek do jajecznicy… Ach, Lemur już nie może się doczekać…

mDSC03521

Podobał Ci się wpis? Masz uwagi? Spostrzeżenia? Zapytania? Jeśli tak, to proszę pozostaw komentarz pod wpisem: to bardzo mobilizuje do ciągłej pracy nad blogiem! Z góry dziękuję! By pozostać na bieżąco z lemurowymi przygodami, śledź lemurowego fanpage’a oraz instagrama (nick: lemurpodroznik)!

Królewski Głaz na Pomorzu Zachodnim

Lemur lubi niecodzienne i tajemnicze miejsca. Jak już zdążyliście się zorientować takowych w naszym kraju nie brakuje. Eksplorując dalej niezbadane miejsca województwa zachodniopomorskiego, a dokładniej jego północnej części, Lemur zaprasza Was na krótki wypad do Kamienia Pomorskiego. Miejsce to ma silne związki zarówno z nadprzyrodzonymi mocami, jak i historycznymi wydarzeniami.

kamień_pomorski2.jpg

Istnieje kilka hipotez dotyczących nazwy miejscowości. Większość z nich nawiązuje do ogromnego głazu narzutowego, który zanurzony jest w wodach koryta Dziwny. Ponoć po opanowaniu Pomorza w 1121 roku, Bolesław Krzywousty na tym właśnie kamieniu przyjmował defiladę żeglarzy. Inna hipoteza sugeruje, iż kamień jest tak naprawdę zaczarowaną ropuchą. Trzecia hipoteza odnosi się do olbrzyma i czarta. Jeszcze inna mówi zaś, że nazwa miasta ma wedyjskie pochodzenie.

kamień_pomorski3.jpg

Kamień Pomorski jest miastem położonym na Pobrzeżu Szczecińskim, nad brzegiem Zalewu Kamieńskiego. Mimo swoich niewielkich rozmiarów posiada status uzdrowiska. Wydobywane są tu solanki oraz borowina z torfowisk. Ponadto całkiem urokliwy rynek, wokół którego zlokalizowane są najważniejsze zabytki: gotycka Brama Wolińska, renesansowy Pałac Biskupi oraz oczywiście gotycki ratusz miejski. W Bramie Wolińskiej mieści się niewielkie Muzeum Kamieni, w którym oprócz skamielin można podziwiać unikatowe okazy minerałów i skał. Muzeum jest własnością tej samej rodziny, co Muzeum Minerałów ze Szklarskiej Poręby. W baszcie mieści się też Informacja Turystyczna. Jednak mieszkańcy też mają sporą wiedzę na temat swojego miasta i miejsc, które warto odwiedzić, zanim udamy się do Itka warto ich zapytać. Ciekawym miejscem do odwiedzenia jest też iglasty labirynt, w którym można się zgubić, a także wystawa starożytnych machin wojennych stworzonych we współpracy z Centrum Słowian i Wikingów z Wolina. Interesującym miejscem jest też wirydarz katedralny z XIIIw. Jednak największą atrakcją jest wyprawa na wyspę Chrząszczewską, z której można podziwiać panoramę miasta i oczywiście głaz królewski.  Jest to też całkiem fajne miejsce na piknik, pod warunkiem, że akurat nie pada. Głaz królewski z Kamienia Pomorskiego nie jest jedynym interesującym obiektem w Polsce. Wartym zobaczenia jest też głaz Trygław w Tychowie, głaz Św. Wojciecha niedaleko stacji kolejowej Leosie oraz ten niedaleko piramidy w Rapie.

kamień_pomorski5.jpg

Kamień Pomorski jest interesującym miejscem, ale raczej jako obiekt na trasie niż jej cel. Nie mniej każde z wymienionych i opisanych wyżej miejsc jest godne polecenia niestrudzonym podróżnikom.

Kamień_pomorski1.jpg

Podobał Ci się wpis? Masz uwagi? Spostrzeżenia? Zapytania? Jeśli tak, to proszę pozostaw komentarz pod wpisem: to bardzo mobilizuje do ciągłej pracy nad blogiem! Z góry dziękuję! By pozostać na bieżąco z lemurowymi przygodami, śledź lemurowego fanpage’a oraz instagrama (nick: lemurpodroznik)!

Co robili Disney i Hasior w Koszalinie?

Koszalin

Do wielu fajnych miejsc Lemur trafił całkiem przypadkowo – szukając jedzenie, noclegu lub zupełnie innego miejsca. Takie przygodowe odkrywanie może być fantastyczne, chociaż czasami trzeba mieć stalowe nerwy. Na przykład umiejętność czytania mapy – nie tylko tej w górach, ale też tej samochodowej – może być całkiem przydatna. Lemur gdzieś na Pomorzu pewnego razu pomylił drogi – te na mapie i te w rzeczywistości, zamiast w lewo kazał skręcić w prawo, no i się okazało, że zamiast oczekiwanego asfaltu trafiliśmy na szlak turystyczny, który ostatecznie okazał się skrótem. Wokół nie było żywej duszy, może dlatego, że akurat padało… Do innych zaś miejsc Lemur koniecznie chciał pojechać, jak na przykład Świnoujścia czy Bornego Sulinowa i wyjazd ten skrupulatnie (no bez przesady!) zaplanował. Podobnie było z Koszalinem, do którego wyjazd Lemur z jednej strony zaplanował, z drugiej zaś im było do niego bliżej tym lemurowy entuzjazm słabł. W końcu Lemur jednak dotarł do Koszalina we wczesnych godzinach poranny. Zaparkował swoje autko pod urzędem miasta, nieopodal rynku, wysiadł z niego i trochę się zdziwił.  Otóż o tak wczesnej godzinie (wakacyjna godzina 9, to standardowa godzina 6) rynek i okoliczne sklepiki okazały się jeszcze lekko senne, ludzie wokół niespiesznie podążali w różnych kierunkach, a tu z głośników leci „Kolorowy wiatr”„Ani słowa”i inne piosenki znane z filmów Walta Disneya. Nie trzeba więc dodawać, że Lemur od razu zmienił stosunek, co do tego miasta!

Zdjęcie Koszalin atrakcje turystyczne4

Wszystkie, ważniejsze, koszalińskie zabytki i atrakcje turystyczne zlokalizowane są w centrum, nieopodal rynku, jak na przykład modernistyczny ratusz. Ratusze w Koszalinie nie mają „szczęścia”. Obecny jest już szóstym! Poprzednie albo spłonęły albo zostały rozebrane. Ciekawe, jaki los czeka ten… Nieco dalej znajduje się zespół zabudowań dawnego młyna oraz odrestaurowane, zabytkowe kamieniczki, w których mieści się Muzeum Okręgowe oraz Skansen Kultury Jamneńskiej. W obu miejscach znaleźć można nieco archeologii, etnografii, historii i sztuki. Jak w wielu pomorskich muzeach, główną atrakcją koszalińskiego Muzeum Okręgowego są skarby (monet z różnych miejsc i okresów).  W Skansenie natomiast dowiecie się czegoś więcej o dziś już zapomnianej kulturze – mieszkańców Jamna i Łabusza. Były to wsie kompletnie odosobnione od innych, swoiste enklawy słowiańskości wśród morza niemieckości, w której wykształciła się specyficzna kultura (materialna i niematerialna). Dzisiaj obie są częścią Koszalina, pozostała po nich jednak charakterystyczna zabudowa oraz wyposażenie domostw. Wartymi odwiedzenia są także neogotyckie budynki Poczty Głównej i Straży Pożarnej oraz gotycka katedra wpisana na Europejski Szlak Gotyku Ceglanego (podobnie, jak Chełmno).

Zdjęcie Koszalin atrakcje turystyczne3

Koszalin znany może być też Wam od artystycznej strony – to tutaj mieści się (jedyne w Polsce) Muzeum Włodzimierza Wysockiego, które prowadzone jest przez pewną Panią i mieści się w prywatnym mieszkaniu, dlatego zanim się wybierzecie lepiej zadzwońcie. Tutaj też znajduje się pomnik sztuki współczesnej autorstwa Władysława Hasiora. Osobliwą metalową konstrukcję zobaczyć można na wzgórzu wjeżdżając do Koszalina od strony Sławna.

Zdjęcie Koszalin atrakcje turystyczne2

Koszalin nie powalił Lemura na kolana, za to na pewno jest ciekawym miejscem na mapie województwa zachodniopomorskiego. Przydatna informacja: Koszalin nie leży nad Morzem Bałtyckim, za to nad rzeką i 2 jeziorami i jest największym miastem regionu Środkowopomorskiego.

Zdjęcie Koszalin atrakcje turystyczne1

Podobał Ci się wpis? Masz uwagi? Spostrzeżenia? Zapytania? Jeśli tak, to proszę pozostaw komentarz pod wpisem: to bardzo mobilizuje do ciągłej pracy nad blogiem! Z góry dziękuję! By pozostać na bieżąco z lemurowymi przygodami, śledź lemurowego fanpage’a oraz instagrama (nick: lemurpodroznik)!